Ukryte wątpliwości, 2017

Indywidualna wystawa Ukryte wątpliwości, widok wystawy, Kasia Michalski Gallery, Warszawa, 2017
szkliwiona ceramika, stal, druk cyfrowy na tkaninie (poliester), tkanina (bawełna), mosiądz, monotypia
Fot. Marek Gardulski

Powietrze nabiera barw

Na początku są geometryczne kształty: koło, trójkąt, prostokąt. Kiedy materializują się w rękach zyskują trzeci wymiar, ale tracą wtedy matematyczną precyzję. Geometria wchodzi w sferę przedmiotu, ulega przekształceniom, staje się geometrią rozbitą. A kształty nabierają indywidualnych rysów, zaczynają przypominać coś znajomego i budzą skojarzenia. Te skojarzenia są jak nitki czasu, na które nawlekam kształty.

Ustawiam kształty w przestrzeni, ważne są kąty i miejsca gdzie krzyżują się spojrzenia, nakładają kroki. Każdy kształt można zamknąć w przestrzeni i użyć, żeby tą przestrzeń otworzyć. Rzeźby tworzą w ten sposób przestrzenie prywatnych rytuałów. Przypisujemy im znaczenia, i tak jak bliskie nam przedmioty, zaczynają one pełnić rolę pudełek na wspomnienia. A rytuały nadają nam ciągłość. Powtarzam jeden gest. Za każdym razem w tym małym geście odkrywam nagromadzone wspomnienia.

Siedzisz pośrodku koncentrycznie ustawionych ceramicznych stożków i powoli je przestawiasz. Zamieniasz kolorami. Niebieski zamiast czerwonego, pomarańczowy zamiast różowego, żółty zamiast zielonego. Z wierzchołka każdego stożka unosi się smużka koloru. Stożki są puste w środku. Nie wiadomo, jaką rolę odgrywają, ale ich znaczenie jest mocno odczuwalne. Kiedy przestawiasz stożki, smużki mieszają się, tworząc wokół ciebie lekko falujący woal. Kształty stapiają się z powietrzem, które nabiera ich barw.

Zanim pojawią się kształty jest linia, za którą podążam. Używam jej, żeby odkryć kształty. Przytrzymuję palcami, naprężam ją i zakrzywiam. Mam przed sobą nieograniczoną płaszczyznę kartki papieru, a linia jest nieskończona i łatwo daje się modelować. Czasem wyjmuję ją z kartki i oglądam pod słońce. Wtedy jasno widać, że wszystkie kształty tworzą się na przecięciu linii.

Duże korale, wielkości naczynia, są nawlekane na konstrukcję, która mogłaby się znaleźć na jednym z placów zabaw zaprojektowanych przez Aldo van Eycka. Stalowe drążki podążają za liniami, które wyginają się, zakręcają i krzyżują w piętrzących się konstrukcjach. Srebrna stal odbija szare niebo. Obracasz drążek w dłoni, a razem z nim całą konstrukcję. Przyglądasz się jej pod różnymi kątami. W twoim ręku konstrukcja zmienia wielkość, rośnie lub maleje. A z każdym ruchem dźwięczą przesuwające się koraliki. Każdy koralik zawiera cyfrę, literę lub sen.

Wokół mosiężnych ramion unieruchomionego cyrkla lub wskazówek zegara zawisły błyszczące półkule. Ledwie dostrzegalne są sekundy bezruchu między przesuwającymi się kształtami. Złotawe kreski zbiegają się w kąt, który nadaje kierunek, a może kierunek wyznaczają ostre końcówki wskazówek. Półkule krążą jak kolorowe fazy księżyca.

Uchylam rąbki tkanin, podnoszę ich delikatne brzegi, podwijam podszewki. Lewa strona materiału pokazuje inny odcień. Jest to odcień bliższy dotykowi.

Elementy, z których składają się rzeźby budują metafory. Ustawione w przestrzeni, we wzajemnej relacji tworzą nowy wielogłos. Nie mają funkcji, są odbiciami wrażeń, myśli, doświadczeń. Zanim przedmioty wypadną z własnych cieni, potrzebuję tych elementów, żeby oprzeć się na nich, żeby poczuć swoją materialność. Opieram się o gładkie powierzchnie poszkliwionej ceramiki, zimny i metaliczny zapach stali, muśnięcie szyfonu. Powtarzam kształty i układam je jedne na drugie, próbując znaleźć równowagę. Tworzy się powoli porządek rzeczy, a rzeźby odnajdują w nim swoje miejsce.

Alicja Bielawska